Uśmiechy do mieszkańców, czyli zbliżają się wybory lis16

Tagi

Podobne artykuły

Share

Uśmiechy do mieszkańców, czyli zbliżają się wybory


Uwielbiam spotkania z ludźmi, a teraz jest ku temu okazja, bo wybory samorządowe za pasem. Komu uwierzą mieszkańcy, kto ich przekona do swoich racji, osobowości, image’u ? W Radomiu jest ośmiu kandydatów na jedyne prezydenckie miejsce. Zawiązały się nieznane mi wcześniej stowarzyszenia. Jest dwoje parlamentarzystów, prezydent poprzednich kadencji, skrzywdzeni, byli pracownicy prezydenta, jeden zadowolony ze współpracy z szefem wiceprezydent. Jest też jedna nowa twarz, podobno zaradnego przedsiębiorcy, o którym wiemy najmniej. Wśród publiczności klakierzy, usadowieni grupkami. Łatwo ich zlokalizować po wypowiedziach faworyta, lub zadawaniu mu konkretnych, ustalonych wcześniej pytań. Pytania na wszystkich spotkaniach podobne. Wiodąca tematyka to walka z bezrobociem, gospodarka, infrastruktura i oświata. Kandydaci mają dość podobne poglądy, może poza jednym – nieczynnym, przeinwestowanym portem lotniczym – cargo, czy pasażerski?

Jeden z kandydatów odważniej mówi o odchudzeniu administracji, likwidacji Straży Miejskiej. Już wiem, że nie jest on w Urzędzie Miejskim ( delikatnie mówiąc ) popularny. Niektórzy podkreślają rozdmuchany nepotyzm i zapowiadają audyt w placówkach miejskich. Drżą naczelni, gdzie nie odbyły się konkursy, a przecież, jak mówią niektórzy kandydaci, nie otrzymali stanowisk w wyniku szczególnych umiejętności i sukcesów. Programy, pomysły, przyszłe realizacje, obietnice o których wiadomo nie do zrealizowania. Pracuje wokół kandydata sztab ludzi. Podszeptuje, doradza, podpatrzy, poplotkuje, a kandydat nie zawsze wybiera celnie, bywa też, że nieświadomie minie się z prawdą. Ciekawe, ile z tych osób wierzy, że może odnieść sukces i być tym jedynym, ile z nich chce się zmierzyć z tą wielką odpowiedzialnością jaką jest prezydentura?

Tylko cztery osoby znają dogłębnie problemy miasta i nie mają kompleksów wynikających z krzywd jakich doznały na pełnionych stanowiskach. Najgorzej jest z tymi, którzy takich rzeczywistych lub wyolbrzymionych krzywd doznali. Wyciągają to na powierzchnię, oczyszczają swoje ego, gratulują sobie wzajemnie odwagi opowiadania o nich. Obawiam się, że te obolałe istoty nie mogą zachować dystansu, nie potrafią oddzielić chęci zemsty od chęci rozwiązywania problemów miasta.
Współczuję im.
Trawiący ich ból jest bardzo wyniszczający, ale dyskwalifikuje to w moich oczach ich kandydatury. Agresja nigdy nie była przeze mnie akceptowana. Podkreśla ona brzydką, także fizyczną stronę człowieka. Wyostrza rysy, maluje kolejne zmarszczki i nie pomogą choćby tony nakładanych później kosmetyków BingoSpa. Zatem proszę o uśmiech i zaczynamy…

 

Jolanta Korpetta-Zych